<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Coderulers Twórczość &#187; Real_Noname</title>
	<atom:link href="http://realn.coderulers.info/author/admin/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://realn.coderulers.info</link>
	<description>Kolejna witryna sieci „Code Rulers”</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Sep 2010 10:18:28 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
		<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
		<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=3.8.41</generator>
	<item>
		<title>Śmiertelna Maska</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/poems/smiertelna-maska/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/poems/smiertelna-maska/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Dec 2009 15:59:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=20</guid>
		<description><![CDATA[Kolejny raz staję przed lustrem, Ma twarz umazana krwią poświęceń. Moje spojrzenie jak zwykle puste, Obrazuje wnętrze umysłu pełne smęceń. Przetrawiam jeszcze raz strukturę mojej twarzy, Staram się przywrócić wygląd mojego uśmiechu. Machnięciem pędzla z tysiąca myśli kałamarzy, Ustalam głębokość mojego wydechu. Marszczę zaskrzypiałe brwi w każdą stronę, Staram się przypomnieć, który akcent dzisiaj obrazuje. [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">Kolejny raz staję przed lustrem,<br />
Ma twarz umazana krwią poświęceń.<br />
Moje spojrzenie jak zwykle puste,<br />
Obrazuje wnętrze umysłu pełne smęceń.</p>
<p style="text-align: center;">Przetrawiam jeszcze raz strukturę mojej twarzy,<br />
Staram się przywrócić wygląd mojego uśmiechu.<br />
Machnięciem pędzla z tysiąca myśli kałamarzy,<br />
Ustalam głębokość mojego wydechu.</p>
<p style="text-align: center;">Marszczę zaskrzypiałe brwi w każdą stronę,<br />
Staram się przypomnieć, który akcent dzisiaj obrazuje.<br />
Skupiam powoli całą wolę,<br />
Żeby przeciwstawić się myśli, która mnie świdruje.</p>
<p style="text-align: center;">Poprawiam posturę, prostuje się ospale,<br />
By denerwująca prezencja była w najlepszym stanie.<br />
Odchrząkuje przekleństwa, które okupują me gardło zatwardziale,<br />
Testuje parę kwestii, by dokończyć me umysłu wtórne pranie.</p>
<p style="text-align: center;">W ten mojego znienawidzonego brata obraz gotowy,<br />
Będący mną, a jednak nie obrazujący mnie wcale.<br />
Konieczność dzisiejszego świata, wykładam sobie do głowy,<br />
Lecz konieczność tego grania gotuje mnie niebywale.</p>
<p style="text-align: center;">Wychodzę na scenę świata po raz kolejny,<br />
Pełny kłamstw do mnie i ode mnie kierowanych.<br />
Gdzie każdy w pada w udawania koleiny,<br />
By stać się tym, kim jesteśmy pośród swych marzeń biernych.</p>
<p style="text-align: center;">Lecz kto wie, może  przyzwyczaję się do tego teatru,<br />
Gdzie bez przerwy niewygodna maska tkwi na twarzy mojej.<br />
A jej do końca nie zdejmie nikt, mimo woli martwego wiatru,<br />
Póki ona nie stanie się prawdziwą twarzą, podczas śmierci twojej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/poems/smiertelna-maska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sentencja 12</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-12/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-12/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Oct 2009 21:04:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Sentencje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=53</guid>
		<description><![CDATA[Jeżeli już masz kogoś udawać, to udawaj siebie &#8211; przynajmniej nie popełnisz plagiatu.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Jeżeli już masz kogoś udawać, to udawaj siebie &#8211; przynajmniej nie popełnisz plagiatu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-12/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sentencja 11</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-11/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-11/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Sep 2009 10:35:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Sentencje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=51</guid>
		<description><![CDATA[Bo mieć odwagę i ambicje, to jak mieć karabin i do niego amunicje. Strzelać jednym, bez drugiego nie dasz rady, dlatego mniej obydwa narzędzia, do tej wojennej życia parady.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Bo mieć odwagę i ambicje,<br />
to jak mieć karabin i do niego amunicje.<br />
Strzelać jednym, bez drugiego nie dasz rady,<br />
dlatego mniej obydwa narzędzia, do tej wojennej życia parady.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-11/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Upadek</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/poems/upadek/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/poems/upadek/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 Aug 2009 22:32:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=16</guid>
		<description><![CDATA[Padam ciężko na kolana, O mało co nie na twarz. Moja toga wisi na mnie rozerwana, Niczym łachmany u biedaka. Splamionym mieczem się podpieram, Spływa po nim szkarłatna krew. W moim ciele powoli siły zbieram, Lecz wiem jakie to daremne jest. Spoglądam w ostrze na swe odbicie, By tylko zobaczyć zniszczonego człowieka. Nienawidzę siebie za [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">Padam ciężko na kolana,<br />
O mało co nie na twarz.<br />
Moja toga wisi na mnie rozerwana,<br />
Niczym łachmany u biedaka.</p>
<p style="text-align: center;">Splamionym mieczem się podpieram,<br />
Spływa po nim szkarłatna krew.<br />
W moim ciele powoli siły zbieram,<br />
Lecz wiem jakie to daremne jest.</p>
<p style="text-align: center;">Spoglądam w ostrze na swe odbicie,<br />
By tylko zobaczyć zniszczonego człowieka.<br />
Nienawidzę siebie za to skrycie,<br />
Bo dałem się tak łatwo pokonać.</p>
<p style="text-align: center;">Mój przeciwnik, mimo że raniony,<br />
Zbiera się i dochodzi, jakby nigdy nic.<br />
A mój honor tak żarliwie broniony,<br />
Znika powoli w goryczy mej.</p>
<p style="text-align: center;">Słabną powoli me ręce,<br />
Czuje jak się pochylam coraz bardziej.<br />
Ja tonę w swej udręce,<br />
Nie widząc już celu żadnego.</p>
<p style="text-align: center;">Ostrze puściłem, upadłem na swe dłonie,<br />
Niczym skamlący pies, stałem na czworaka.<br />
Czuje jak me serce piekielnie płonie,<br />
To śmiertelna rana się rozszerza.</p>
<p style="text-align: center;">Nie mam już po co wstawać,<br />
Wszystko przecież utracone.<br />
Losowi nie warto więcej szans dawać,<br />
Opadam na ziemie swobodnie.</p>
<p style="text-align: center;">Czuje na mym ramieniu szarpnięcie,<br />
Ktoś mnie podnosi z mego padołu.<br />
Czuje delikatne pchnięcie,<br />
Bym na kolanach ustał znowu.</p>
<p style="text-align: center;">To kobieta była piękna,<br />
Uśmiechała się do mnie ciepło,<br />
Otaczała ją poświata białego sukna,<br />
Coś takiego się rzadko powtarzało.</p>
<p style="text-align: center;">Uśmiechnięta, podała mi rękę,<br />
Wstałem uzdrowiony, bez bólu.<br />
Ukróciła mi moją udrękę,<br />
Przyodziała z powrotem w me szaty.</p>
<p style="text-align: center;">Dłonią mi drogę wskazała,<br />
Daleko gdzieś widniał nowy cel.<br />
Mimo, że milczała,<br />
Wiedziałem co dalej mam robić.</p>
<p style="text-align: center;">Zebrałem z podłogi swe ostrze,<br />
Zarzuciłem bezwładnie na ramię.<br />
Resztę potu sobie otrze,<br />
I ruszę dalej w drogę.</p>
<p style="text-align: center;">Kobieta poszła dalej – kolejnego upadłego szukała,<br />
Co pada na ziemie, gdy chęć śmierci dopada.<br />
Pomagała, bo się Nadzieją nazywała,<br />
Co w niezwykłych przypadkach się w Miłość może zmienić.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/poems/upadek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sentencja 10</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-10/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-10/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Aug 2009 22:37:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Sentencje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=49</guid>
		<description><![CDATA[Ciągnąć na siłę wiele srok za ogon? Nie, dziękuje &#8211; nie dam rady. Wolę trzymać hydrę jedną ręką w ryzach, drugą ją głaskać po każdej głowie.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Ciągnąć na siłę wiele srok za ogon? Nie, dziękuje &#8211; nie dam rady.<br />
Wolę trzymać hydrę jedną ręką w ryzach, drugą ją głaskać po każdej głowie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-10/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kwestia Odwagi</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/poems/kwestia-odwagi/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/poems/kwestia-odwagi/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 23 Aug 2009 16:11:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=18</guid>
		<description><![CDATA[Czym jest życie? Łzy chmur spływają ponuro po szybie, Gdy pełna żalu postać na siebie dybie. Niedoceniana, wiecznie upokarzana, Stara się udawać, że jej dusza nie jest złamana. Ignorancja ludzka ją dosięgnęła, Dlatego ostatnia iskra nadziei jej umknęła. Czym jest rozpacz? Stara się poskładać pozytywne fakty, Lecz dopadają ją ciągle nienawiści akty. Jak to dzień [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">Czym jest życie?</p>
<p style="text-align: center;">Łzy chmur spływają ponuro po szybie,<br />
Gdy pełna żalu postać na siebie dybie.<br />
Niedoceniana, wiecznie upokarzana,<br />
Stara się udawać, że jej dusza nie jest złamana.<br />
Ignorancja ludzka ją dosięgnęła,<br />
Dlatego ostatnia iskra nadziei jej umknęła.</p>
<p style="text-align: center;">Czym jest rozpacz?</p>
<p style="text-align: center;">Stara się poskładać pozytywne fakty,<br />
Lecz dopadają ją ciągle nienawiści akty.<br />
Jak to dzień w dzień jej kat ciągle nad głową czycha,<br />
Ta reakcja, gdy się świat przed nią coraz bardziej zamyka.<br />
Uczucie, że nikt jej nie chce zrozumieć,<br />
Ponieważ, to ona jest zła, ona jest w błędzie… dlatego chce uciec.</p>
<p style="text-align: center;">Czym jest strach?</p>
<p style="text-align: center;">Cień kolejnego dnia ją dopada,<br />
Straszy po nocach, tuż po tym jak zmrok zapada.<br />
Wizję cierpienia w oczach się pojawiają,<br />
Jak jej prześladowcy jej spokoju jutro nie dają.<br />
Znów skulona, sama, zmuszona do życia,<br />
W tym znienawidzonym świecie, gdzie indywidualizm nie ma praw bycia.</p>
<p style="text-align: center;">Czym jest odwaga?</p>
<p style="text-align: center;">Pętla upleciona zwisa, oczekując świtu,<br />
Pod nią stołek, by dopełnić historię mitu.<br />
Postać obserwuje tę pełną nadziei scenę,<br />
Nadzieja, by przerwać tę wieczną, mizerną samoocenę.<br />
Dlatego stołek ją wynosi na ostatnią wyżynę,<br />
Przełyka ostatnią żalu ślinę,<br />
Pętla wykonuje ostatni serdeczny ścisk,<br />
By ofiara nie wykonała ostatni życiowy pisk.<br />
Nadszedł czas ostatecznego odrzucenia losu,<br />
Wraz z podparciem, jako wykonanie ostatecznego ciosu.</p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;">Szarpnięcie…</p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;">Ręka wyrwała, pętla bezwładnie opadała,<br />
Postać się sama do tego przekonała.<br />
Zeszła z podwyższenia, które wcześniej zapraszało,<br />
By teraz się w dumie od niego oddalało.<br />
Wyszła ona z pokoju, by umknąć tej ponurej scenie,<br />
Już nie chciała oddać swej szansy, nie przy tej cenie.<br />
Łzy chmur płakały teraz nie z rozpaczy,<br />
Lecz  z radości wielkiej, dzieła ogromnego nieszczęścia przerywaczy.</p>
<p style="text-align: center;">Bo to kwestia odwagi,<br />
Stchórzyć, i uciec od własnego życia wagi,<br />
Czy wstać z dumą na tej pokrętnej drodze,<br />
Pomimo ciągłych potknięć, pokazać wszystkim, że się mylą srodze,<br />
I być przykładem tej prawdy, cały nagi,<br />
Że to jest przykład największej odwagi!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/poems/kwestia-odwagi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Quo sum?</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/poems/quo-sum/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/poems/quo-sum/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 23 Aug 2009 14:22:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=14</guid>
		<description><![CDATA[Pracuje ciężko, choć pot ze mnie nie spływa, Dniami wytężam palce, że czasem krew na nich bywa, Chodzę kołem, by umysł odciążyć, Biegam do celu, bo wciąż się staram gdzieś zdążyć. 誰ですか？ Ręce mnie bolą, lecz ciężarów nie noszę, Niewygodę materialnego ciała ciągle znoszę, Kręgosłup wytężam w tych chwilach ciężkich, By na końcu się pławić [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">Pracuje ciężko, choć pot ze mnie nie spływa,<br />
Dniami wytężam palce, że czasem krew na nich bywa,<br />
Chodzę kołem, by umysł odciążyć,<br />
Biegam do celu, bo wciąż się staram gdzieś zdążyć.</p>
<p style="text-align: center;">誰ですか？</p>
<p style="text-align: center;">Ręce mnie bolą, lecz ciężarów nie noszę,<br />
Niewygodę materialnego ciała ciągle znoszę,<br />
Kręgosłup wytężam w tych chwilach ciężkich,<br />
By na końcu się pławić w chwilach wielkich.</p>
<p style="text-align: center;">Qui suis-je?</p>
<p style="text-align: center;">Siedzę godzinami, acz skazanym nie jestem,<br />
Spisuje magiczne wyrazy czarodziejskim gestem,<br />
Zmuszam do tułaczki mój zawodny umysł,<br />
Bo wiem, że zaraz go opanuje kolejny pomysł.</p>
<p style="text-align: center;">Wer bin ich?</p>
<p style="text-align: center;">Oczy łzawią, choć żalu w sercu nie mam,<br />
Chociaż chwilę rozpaczy czasami miewam,<br />
To jednak dalej ciągnę me rzemiosło,<br />
Czekając, by czyjeś uczucie mnie poniosło.</p>
<p style="text-align: center;">Who am I?</p>
<p style="text-align: center;">Tym co wskazuje kierunek postępu.<br />
Tym co jest kolejnym z wielkiego zastępu.<br />
Tym co tworzy, nie oczekując w zamian niczego.<br />
Tym co zawsze tworzy coś wielkiego.<br />
Tym co swoje błędy potrafi jasno wskazać.<br />
Tym co wiedzą ciągle musi się wykazać.<br />
Tym co czytać w nieludzkim języku potrafi.<br />
Tym co gwiazdę wywołuje na czarnej małej tafli.<br />
Jednym z tych co wznieśli fundamenty dzisiejszego świata.<br />
Jednym z tych co uczyć się ciągle muszą z wiedzy kwitnącego kwiata.<br />
Jednym z tych co raz się narodzili by wiecznie tworzyć.<br />
Jednym z tych co już nigdy ostateczny sen nie może zmorzyć.</p>
<p style="text-align: center;">Kim jestem?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/poems/quo-sum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 2 &#8211; Król</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/stories/rozdzial-2-krol/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/stories/rozdzial-2-krol/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 22 Aug 2009 20:25:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Strzelcy z Gilidrewu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=63</guid>
		<description><![CDATA[Drzwi otwarły się z hukiem, kiedy do sali wparowało trzech młodzieńców w czarnych skórzanych zbrojach. Szli krokiem szybkim i zdecydowanym, gdzie farbowany rudzielec prowadził na czele swoich kompanów. Swoim wejściem zwrócili uwagę osób znajdujących się już w pomieszczeniu. Na tronie w centrum siedział mężczyzna już w podeszłym wieku, przyozdobiony w czerwono-purpurowe szaty oraz koronę z [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Drzwi otwarły się z hukiem, kiedy do sali wparowało trzech młodzieńców w czarnych skórzanych zbrojach. Szli krokiem szybkim i zdecydowanym, gdzie farbowany rudzielec prowadził na czele swoich kompanów.<br />
Swoim wejściem zwrócili uwagę osób znajdujących się już w pomieszczeniu. Na tronie w centrum siedział mężczyzna już w podeszłym wieku, przyozdobiony w czerwono-purpurowe szaty oraz koronę z dużym rubinem na głowię. Po obu stronach władcy stało kilka osób o różnym odzieniu i jeszcze bardziej odmiennych obliczach. Jeden z nich, najbardziej wysunięty na prawo, pierwszy zareagował na nowych przybyszów.<br />
- A wy kim jesteście? Jak przeszliście obok straży! – powiedział chłodnym i każącym tonem.<br />
- Spokój, Hogen… to są strzelcy… &#8211; Uciszył swojego podwładnego władca. – Dziś jest ich dzień meldunku…<br />
Mężczyzna zwany Hogen zmierzył wzrokiem całą przybyłą trójkę od stóp do głów. Jego linia ust delikatnie się skrzywiła, a brwi nadal układały się pod skosem na znak niezadowolenia.<br />
- A więc to są ci sławni strzelcy z Gilidrewu… nie wyglądają bardziej okazale niż nasi pospolici łucznicy… &#8211; odparł po chwili.<br />
Władca skrzywił brwi i z gniewem spojrzał na rozmówce.<br />
- Młody jesteś Hogen i nie widziałeś jak spełniają swoją służbę w trudnych czasach… nie radziłbym oceniać człowieka, nim poznasz jego czyny… &#8211; skontrował król.<br />
- Przykro mi przerywać… &#8211; odezwał się Henryk. – Ale można wiedzieć, dlaczego o szlachetny panie, znajdują się tu ludzie postronni?<br />
Władca skierował swój wzrok na strzelca, a jego oblicze momentalnie złagodniało.<br />
- Oczywiście składam przeprosiny, że musiałem złamać wiekowe zasady Gilidrewu, lecz obecnie panuje sytuacja nadzwyczajna…<br />
- Nadzwyczajna? W jakim to stopniu, o panie?<br />
Król na te słowa wstał i ruchem ręki wskazał od lewej do prawej na półkole ludzi obok niego.<br />
- To są moi doradcy wojenni, gospodarczy, dyplomacji oraz zwiadu. Zwołałem ich tutaj, by pomogli mi się uporać z dosyć trudną sytuacją…, a mianowicie z porwaniem zarządcy miasta i jego córki…<br />
Henryk zmarszczył czoło na te słowa.<br />
- Dlaczego tyle zaangażowania wokół zarządcy? Nie jest to sprawa dla straży, najwyżej królewskiej?<br />
Król westchnął i spoczął na tronie. Na chwilę położył rękę na czole, by się zastanowić. W końcu znów spojrzał na strzelców z całą powagą.<br />
- Nadchodzi koniec trzeciej ery…<br />
Trójka strzelców zamarła na dźwięk tych słów.<br />
- No to mamy gówno… &#8211; szepnął Willard na tyle wyraźnie, by jego kompani usłyszeli.<br />
Dopiero po chwili Henryk oprzytomniał i odchrząknął.<br />
- Dlaczego szlachetny pan tak sądzi?<br />
Władca nadal patrzył prosto w oczy Henryka. Jego twarz posmutniała.<br />
- Cierpię na ciężką chorobę… uzdrowiciele nie wróżą mi więcej niż jedną wiosnę… a potomka na moje miejsce brak… wynik jest tylko jeden…<br />
- A następcę pan wyznaczył?&#8230; – odparł Henryk, lecz po chwili namysłu zmarszczył brwi. – Chyba, że następcą będzie…<br />
- Zarządca Derwan Merowelt… jest moim bliskim przyjacielem oraz, co najważniejsze, ma córkę, która oszczędzi problemów w przyszłości… aczkolwiek teraz jest problem…<br />
- Który zapewne my mamy rozwiązać? – odezwał się Markus.<br />
Władca oparł się bardziej o swój tron i westchnął ciężko. Swój wzrok skierował na zdobiony sufit sali tronowej.<br />
- Znam wasze zasady jako władca Estarii i wiem, że jest to prośba wbrew waszemu przeznaczeniu. Proszę o to jednak… nie znam nikogo na tyle i nie darze takim zaufaniem jak Derwana… on będzie sumiennym królem… lecz najpierw należy go odnaleźć i uwolnić…<br />
Troje strzelców wymieniło między sobą swoje spojrzenia. Szepnęli między sobą parę słów, po czym Markus i Willard przytaknęli do Henryka. Ten znów wyprostował się przed władcą i starał się mówić z całą powagą.<br />
- Rozumiemy obecną sytuację, lecz muszę królowi wyjawić, że nie zna wasz mość wszystkich naszych zasad. Jedną z nich jest wymóg, by w reprezentacji brali udział strzelcy którzy… &#8211; przerwał na chwilę, by przełknąć ślinę &#8211; …nie reprezentują pełnie możliwości naszego oddziału… nadal, szlachetny pan, chce skorzystać z naszej pomocy?<br />
Reszta obecnych patrzyła się na strzelców ze zdziwieniem.<br />
- Chcesz nam powiedzieć, że przysłali tu najsłabszych? – wtrącił się Hogen.<br />
Trójka młodzieńców milczała niewzruszona. Doradca zmarszczył brwi na tę obojętność.<br />
- Hej, zapytałem się o coś! Masz odpowiedzieć! – rozkazał w gniewie.<br />
Strzelcy nadal milczeli. Hogen miał znów coś powiedzieć, gdy ruchem ręki przerwał mu król.<br />
- Oni odpowiadają tylko przede mną i nie muszą odpowiadać nikomu innemu. – swoją uwagę skierował z powrotem na Henryka. – W takim razie…<br />
Władca nie zdążył dokończyć. Do komnaty wbiegł zziajany strażnik i jednym susem ukląkł przed królem, by po chwili wyprostować się na baczność.<br />
- Panie! Melduje, że łącznik przekazał nam wiadomość o człowieku, którego znalazła straż w północnym mieście! Podobno to zarządca Merowelt! – wypowiedział jednym tchem.<br />
- Który posterunek? – zapytał się jeden z doradców.<br />
- Dwunasty, ten przy katedrze, obecnie znajduje się tam pięciu strażników! –<br />
Król ruchem ręki odwołał człowieka. Złapał się za podbródek i zastanowił chwilę. Spojrzał z powrotem na Strzelców.<br />
- Jeżeli on tam jest, to bardzo prawdopodobne, że i jego córka jest w pobliżu. Nie mamy czasu ściągać kogo innego, a wy jesteście najlepsi z tu obecnych.<br />
Król skinął ręką do jednego z doradców, a ten szybko mu podał pergamin z piórem. Nie szczędząc czasu, spisał parę słów na kolanie, po czym przystawił wyjętą z kieszeni pieczęć. Skończony dokument podał z powrotem doradcy, a ten podał go szybko młodzieńcom.<br />
- Tu macie glejt, który was upoważni do działania z polecenia króla. Musicie uratować córkę zarządcy za wszelką cenę oraz przyprowadzić ją całą i zdrową. To naprawdę ważne! – Władca wstał z tronu. – To jest wasze zadanie, Strzelcy z Gilidrewu!<br />
Trójka towarzyszy spojrzała na siebie, po czym szybko ustawiła się w koło.<br />
- Co robimy? – spytał się Markus.<br />
- Idziemy. Znam trochę północną część, powinniśmy trafić. – odparł Henryk.<br />
- Ja zostaje. – stwierdził Willard z kamienną miną.<br />
- Że co takiego?<br />
- Śmierdzi mi tu gównem.<br />
- Co masz na myśli? – spytał się Markus.<br />
Willard kiwnął delikatnie głową do tyłu.<br />
- Ten Hag-coś tam gorzej mi zajeżdża niż dziwka z doków. Kiedy tu wparowaliśmy nawet nie walnął pawia ze zdziwienia, a prócz królcia tylko strażnicy królewscy wiedzą jak wyglądają strzelcy.<br />
Henryk zmarszczył brwi na znak zastanowienia.<br />
- Masz rację. Zostajesz. Ja z Markusem idziemy wykonać zadanie, a ty tu pilnuj wszystkiego.<br />
Na twarzy Willarda pojawił się chytry uśmieszek.<br />
- Bądź kurwa pewien, że będę…<br />
Rudzielec zignorował ostatnie zdanie i szybko skierował swe oblicze do króla.<br />
- Idziemy. Jeden z nas zostaje dla bezpieczeństwa.<br />
Nim ktoś z obecnych zdążył się odezwać, dwójka strzelców wybiegła z sali.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/stories/rozdzial-2-krol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozdział 1 &#8211; Strzelcy</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/stories/rozdzial-1-strzelcy/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/stories/rozdzial-1-strzelcy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 22 Aug 2009 20:24:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Strzelcy z Gilidrewu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[Jasny księżyc świecił na nocnym niebie, przebijając się swoimi promieniami między koronami drzew. Wokół panowała cisza, która co jakiś czas była przerywana nieśmiałym szumem pobliskiej rzeki. Niewielka, ledwo widoczna wydeptana droga nie wskazywała, by jakikolwiek wędrowiec tedy uczęszczał. W pewnym momencie cisze przerwał szelest przedzierania się przez gałęzie. Po chwili na drogę weszły trzy postacie. [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Jasny księżyc świecił na nocnym niebie, przebijając się swoimi promieniami między koronami drzew. Wokół panowała cisza, która co jakiś czas była przerywana nieśmiałym szumem pobliskiej rzeki. Niewielka, ledwo widoczna wydeptana droga nie wskazywała, by jakikolwiek wędrowiec tedy uczęszczał. W pewnym momencie cisze przerwał szelest przedzierania się przez gałęzie. Po chwili na drogę weszły trzy postacie. Wszystkie były przyodziane w czarną, sztywną, skórzaną zbroję, do której był podpięty najróżniejszego rodzaju ekwipunek. Pierwsze rzeczy rzucające się w oczy to złożony w pół łuk na plecach oraz niewielka kusza przypięta do pasa. Cała trójka miała ciemne włosy, a twarze były zakryte pod czarnymi szalami.<br />
Dwoje z nowo przybyłych, pomimo pustej drogi, poruszały się ostrożnie i z wielką uwagą stawiały kroki. Trzecia, najwyraźniej nie podzielała zachowania swoich towarzyszy i najzwyczajniej w świecie się przeciągnęła, ziewając przy tym ospale.<br />
- Willard do cholery! To nie spacer! – powiedziała przytłumionym, ale wyraźnym tonem pierwsza postać.<br />
Przybysz na dźwięk swojego imienia, obrócił się do rozmówcy i wyjął twarz spod szala. Był blady i gdzieniegdzie zniszczona cera dawała znać o długich nocach spędzonych na zimnym powietrzu, a w brązowych oczach dawało się wyczuć iskrę szaleństwa. Na prawym policzku była widoczna niewielka blizna idąca od szyi prawie pod same oko. Po chwili na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek.<br />
- Co się kurwa przyjmujesz Henryku? Wokół zajebanej duszy nie ma, a ty srasz jakbyśmy na akcje szli. I do kurwy nędzy – miałeś mi mówić Will! – odparł luźno.<br />
- Willard! Bacz się na słowa!<br />
- No kurwa, mówiłem prze…<br />
- Hej, chłopaki, spokój. – odezwała się trzecia, do tej pory milcząca postać.<br />
Wyprostowała się wzorem Willarda i także odsłoniła twarz. Był to tak samo młody mężczyzna, jak jego kolega. Twarz miał o wiele lepiej zadbaną, lecz też rzucało się w oczy parę pomniejszych blizn wokół swojego oblicza. Po dłuższym oględzinach, można było stwierdzić, że włosy miał naturalnie blond, a były tylko przefarbowane na ciemniejsze.<br />
- Co Markus? Nie zgadzasz się? – zapytał Willard nowego rozmówce.<br />
- W końcu idziemy do stolicy się zameldować, więc jakaś powaga się należy. A Will też ma racje, już jesteśmy dosyć daleko od bazy, więc możemy trochę spuścić z tonu. – odpowiedział, starając się załagodzić spór.<br />
- No widzisz? I co się kurwa rzucasz od razu!<br />
- Willard!&#8230; a zresztą… &#8211; odparł Henryk z opadającymi ramionami.<br />
W końcu i on zdjął swój szal. Jego twarz było podobna do dwójki pozostałych, lecz on miał oczy błękitne. Z końcówek jego włosów przebijał się rudy kolor, zdradzając, że też są przefarbowane. Wokół jego szyi, pod szalem, można było zauważyć dosyć grubą, przewiązaną wokół ciemną linę. Był to jego warkocz. Odetchnął z ulgą, gdy w końcu mógł zaciągnąć powietrza bez szmaty na ustach.<br />
- Heh, kiedyś zginiemy za takie niedbalstwo… &#8211; stwierdził i poszedł przodem.<br />
- I tak byśmy wywinęli orła, w końcu wpierdolili nas do kordonu reprezentacyjnego! – odparł Willard, chichocząc z własnej tezy.<br />
- Taa, niezbyt to chwalebne dla Strzelca… &#8211; dodał Markus<br />
Szli tak przez chwilę w ciszy. Każdy mimowolnie stawiał kroki, starając się rozłożyć ciężar równomiernie na całą stopę. Dzięki takiemu zabiegowi, ich chód wychodził prawie bezszelestny na świeżej trawie, po której stąpali. Lata ćwiczeń i treningu doprowadziły do podświadomego wykonywania tych czynności. Każdy z nich codziennie musiał przejść czterogodzinną ścieżkę zdrowia, do której zaliczały się wszelkiego rodzaju akrobacje, wspinaczka, skradanie, walka wręcz oraz podstawowy zestaw ćwiczeń. Na jej końcu musieli wystrzelić z łuku i kuszy po cztery razy na ruchomy cel oddalony od nich o dobre kilkaset metrów. Żeby być uznanym za w pełni sił, trafienia musiały być bezbłędne,  najlepiej w to samo miejsce.<br />
- A więc… Willard, dlaczego tym razem? – zapytał nieśmiało Henryk.<br />
- Sam piłeś ze mną, a teraz się kurwa pytasz? Przecież wszyscy oblewali rocznice zbudowania Gilidrewu, a my jak zwykle musieliśmy się złapać za jaja i chlać na wyścigi kto pierwszy! – rzucił prawie jednym tchem.<br />
Henryk nagle sobie przypomniał co robił owej nocy i się zaczerwienił na twarzy. Takie zachowanie nie wypadało człowiekowi z jego pochodzeniem. Dodatkowo zdał sobie sprawę, dlaczego spadł z kładki przy biegu pod górę na ścieżce zdrowia. Chociaż pocieszała go myśl, że Willard lepszy nie był – przewrócił się kiedy próbował strącić kopnięciem nóż, by nim rozpętać związane ręce.<br />
- No dobrze… trochę masz w tym racji… &#8211; w końcu odparł Henryk.<br />
- Że ty do jasnej cholery mi tą racje zawsze tak późno podwalasz… &#8211; odburknął Will.<br />
- A ty Markus? Dlaczego cię przydzielili na dzisiejszy oddział reprezentacyjny? – dodał Henryk szukając zmiany tematu.<br />
Markus jakby drgnął. Powoli obrócił głowę i spojrzał swoim towarzyszom prosto w oczy. Rozchylił i zamknął usta parę razy, by odpowiedzieć, lecz nie wydobył żadnego dźwięku. W końcu opuścił głowę i odpowiedział cicho, lecz na tyle wyraźnie, żeby go usłyszeli.<br />
- Chybiłem…<br />
Zapadła cisza. Dwoje towarzyszy znów zwrócili swoją uwagę na drogę przed sobą i cała trójka szła równym krokiem w ciszy. W końcu Willard przełknął ślinę.<br />
- Trudno, każdemu zdarza się gówno…<br />
Henryk nie odezwał się. Wiedział jaki to był wstyd dla Strzelca, by nie trafić w cel na końcu ścieżki zdrowia. Przez dalszą drogę szli w milczeniu.<br />
Godzinę później dotarli na otwartą polane, na granicy lasu. Teraz wyraźnie było widać rozległą rzekę, oraz sam cel ich podróży.<br />
- No panowie! – Odezwał się Henryk, który jakby rozpromieniał na widok przed sobą. – Widać już miasto Astara! Witam przed murami stolicy!<br />
Cała trójka podziwiała teraz widok największego miasta królestwa Estarii. Przed nimi rozpościerał po horyzoncie ogromny mur obronny półkolem obiegający kawał ziemi na skraju brzegu rzeki. Znad niego wystawały majestatyczne wieże strażnicze przeróżnej wysokości, które jaśniały na biało w blasku księżyca. Dalej było widać katedrę oraz dzwonnicę górującą nad okolicą swoją dostojnością oraz pięknym wykonaniem. Od tego widowiska w stronę drugiego brzegu prowadziły trzy wielkie mosty, które miały swoje własne budynki, a po drugiej stronie rozpościerała się druga strona okręgu murów. Środkowa przeprawa była przerwana w połowie, przez sztuczną wyspę, będąca jednocześnie największym widowiskiem. Z nurtu rwącej rzeki wystawały mury monumentalnego zamku z kilkunastoma wieżyczkami i budynkami, który swoim osobliwym majestatem łączył obie części miasta.<br />
Henryk wyprostował prawe ramie i wskazał na górującą budowlę na środku rzeki.<br />
- To jest nasz cel… siedziba króla… &#8211; stwierdził z uśmiechem na twarzy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/stories/rozdzial-1-strzelcy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sentencja 9</title>
		<link>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-9/</link>
		<comments>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-9/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Aug 2009 21:43:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Real_Noname]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Sentencje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://realn.coderulers.info/?p=47</guid>
		<description><![CDATA[Życie jest fajne &#8211; szkoda tylko, że tak nas nienawidzi&#8230;]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Życie jest fajne &#8211; szkoda tylko, że tak nas nienawidzi&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://realn.coderulers.info/sentences/sentencja-9/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
